Szczęście w nieszczęściu kontra nieszczęście w szczęściu?

by Maciej Banach

Słyszałem pewną anegdotę o chińskim wieśniaku. Chiński nie oznacza w tym przypadku tandetny, lecz po prostu chiński. Wieśniak uprawiał pole, wykorzystując do tego starego konia. Któregoś dnia koń uciekł na wzgórza. Sąsiad wieśniaka, dowiadując się o jego nieszczęściu, wyraził swoje współczucie, na co ten odpowiedział:

– Szczęście? Nieszczęście? Któż wie?

Po tygodniu koń wrócił ze wzgórz na czele stada dzikich koni. Tym razem sąsiad gratulował wieśniakowi takiego fortunnego obrotu sprawy, ten odrzekł:
– Szczęście? Nieszczęście? Któż wie?

A potem, kiedy jego syn starał się okiełznać któregoś z dzikich koni, spadł z jego grzbietu i złamał nogę. Sąsiad współczuł mu nieszczęścia. Chłop odpowiadał:
– Szczęście? Nieszczęście? Któż wie?

Kilka tygodni później do wioski wkroczyli żołnierze. Werbowali do wojska wszystkich mieszkających tam młodzieńców. Gdy zobaczyli, że syn wieśniaka ma złamaną nogę, zostawili go w spokoju. Cała wieś nie mogła się nadziwić, jakiego farta ma chłop, a ten odpowiedział:
– Szczęście? Nieszczęście? Któż wie?

Zatem: szczęście w nieszczęściu czy nieszczęście w szczęściu? Czy szczęście to pojęcie relatywne? Według mnie nie. Nie ma znaczenia, co Cię w życiu spotka, ale jak Ty to odbierzesz, jak na to zareagujesz.

Sądzę, że Bóg nie tworzył świata, rzucając monetą.