Maciej Banach

Twój biznes, moje refleksje

Mania narzekania kontra działanie

Byłem ostatnio świadkiem rozmowy mojego rodaka z Duńczykiem. Mój ziomal cały czas narzekał, jak to w tej Polsce jest źle. Jaki to mamy zły rząd. Jak to mamy do bani służbę zdrowia. Jakie to jest wszystko drogie, a jak to mało zarabiamy. A jakie to drogi mamy beznadziejne. A jakie to pociągi kiepskie…

Duńczyk, słysząc to wszystko, robił coraz większe oczy. W końcu zapytał: „Skoro wszystko u was jest takie kiepskie, dlaczego nie przeprowadzisz się do Danii? U nas jest całkiem ok!”

Zasadnicza różnica nie zależy od oceny rzeczywistości, ale od sposobu reagowania na tę rzeczywistość. Jak Ci jest źle to się przeprowadź, gdzie indziej, zmień pracę, zmień znajomych, załataj dziurę na drodze. Przejmij kontrolę. Zacznij działać. Zrób coś, aby Ci było dobrze! 

Magia uczenia się

To niesamowite, ile osób bierze dzisiaj udział w różnego rodzaju szkoleniach. Czasem robimy to z ciekawości, czasem z obawy, że coś może nas ominąć, czasem szukamy inspiracji, czasem towarzystwa o podobnych problemach. Liderzy ciągle się uczą, ciągle poszukują. Każdy chce być liderem, stąd liczba szkoleń systematycznie rośnie.

Ciekawostką jest to, że zaledwie 5% osób biorących udział w programach szkoleniowych natychmiast przystępuje do działania. Kiedyś postanowiłem z każdego szkolenia, w którym biorę udział, przynajmniej jedną rzecz wdrożyć natychmiast w życie. Taką, która do mnie najbardziej przemawia.

Nawet drobna zmiana może prowadzić do niesamowitych rezultatów. Czego Ty się nauczyłeś ostatnio i co wdrożyłeś w życie?

Szczęście w nieszczęściu kontra nieszczęście w szczęściu?

Słyszałem pewną anegdotę o chińskim wieśniaku. Chiński nie oznacza w tym przypadku tandetny, lecz po prostu chiński. Wieśniak uprawiał pole, wykorzystując do tego starego konia. Któregoś dnia koń uciekł na wzgórza. Sąsiad wieśniaka, dowiadując się o jego nieszczęściu, wyraził swoje współczucie, na co ten odpowiedział:

– Szczęście? Nieszczęście? Któż wie?

Po tygodniu koń wrócił ze wzgórz na czele stada dzikich koni. Tym razem sąsiad gratulował wieśniakowi takiego fortunnego obrotu sprawy, ten odrzekł:
– Szczęście? Nieszczęście? Któż wie?

A potem, kiedy jego syn starał się okiełznać któregoś z dzikich koni, spadł z jego grzbietu i złamał nogę. Sąsiad współczuł mu nieszczęścia. Chłop odpowiadał:
– Szczęście? Nieszczęście? Któż wie?

Kilka tygodni później do wioski wkroczyli żołnierze. Werbowali do wojska wszystkich mieszkających tam młodzieńców. Gdy zobaczyli, że syn wieśniaka ma złamaną nogę, zostawili go w spokoju. Cała wieś nie mogła się nadziwić, jakiego farta ma chłop, a ten odpowiedział:
– Szczęście? Nieszczęście? Któż wie?

Zatem: szczęście w nieszczęściu czy nieszczęście w szczęściu? Czy szczęście to pojęcie relatywne? Według mnie nie. Nie ma znaczenia, co Cię w życiu spotka, ale jak Ty to odbierzesz, jak na to zareagujesz.

Sądzę, że Bóg nie tworzył świata, rzucając monetą.

„Nic się nie stało, dziecko się zesrało” kontra „A nie mówiłem”

Znam wiele projektów, które nigdy nie ujrzały światła dziennego i pozostały w sferze marzeń. Pewnie sam też takowe masz. W szkole karcono nas za popełnianie błędów, podobnie w domu. Pewnie nie raz słyszałeś od swoich rodziców: „A nie mówiłem”? Czy zdarzyło Ci się w ten sposób podsumować działania Twoich dzieci?

Każdego dnia jesteśmy krytykowani przez innych, którzy wolą narzekać, niż podejmować jakiekolwiek działanie. Pewnego słonecznego dnia postanowiłem nie krytykować moich dzieci za podejmowane działania. Jeśli coś im nie wyszło, zamiast: „A nie mówiłem?”, stwierdzałem: „Nic się nie stało, dziecko się zesrało”. Co się takiego wydarzyło? Nikt w końcu nie umarł.

Owocem wszechobecnej krytyki jest kształtowanie w nas strachu przed działaniem. Działanie jest istotą rozwoju. Nawet Starbucks nie był stworzony po to, by sprzedawać kawę. W pierwszej kawiarni Starbucks można było kupić nasiona kawy, zioła oraz liście herbaty. De facto był to sklep. Klienci mogli jedynie posmakować tam łyczka kawy z ziaren, które zamierzali kupić. Pomysł nie wypalił. Założyciele Starbucks zmienili założenie i ze sklepu zrobili kawiarnię.

Pomyśl, co by było, gdyby nie ten pierwszy błąd? Gdyby nie klapa pierwszego sklepu. Na szczęście porażka została podsumowana stwierdzeniem „Nic się nie stało, dziecko się zesrało”, a nie kolejnym: „A nie mówiłem”…

Każda Twoja decyzja jest inwestycją

Do synagogi wpada Szmulek i krzyczy: Rabe, Rabe ja mieć pomysła na wielka biznesa… Rabe pyta Szmulka: ile potrzebujesz gotówki? 100 dolarów – odpowiada Szmulek. Przyjdź proszę kiedy indziej – odprawia go Rabe. Za godzinę znowu Szmulek wpada do synagogi i sytuacja się powtarza. Za dwie godziny ponownie. Za trzy godziny znów Szmulek wpada do synagogi, z prośbą o 100 dolców na wymarzony interes. Rabe tym razem daje mu te 100 dolarów: Szmulek masz tu te 100 dolarów i spadaj mi stąd, bo my się tutaj modlimy o naprawdę wielkie pieniądze.

Każda Twoja decyzja jest inwestycją. Zrozumienie tego jest kluczem do zarządzania firmą, czy też własnym życiem. Najlepsi inwestorzy koncentrują się na decyzjach o największych konsekwencjach, delegując podejmowanie decyzji w sprawach mniej istotnych. Czy Ty modlisz się o naprawdę wielkie pieniądze?

Czasoprzestrzeń szczęscia

Problem szczęścia często sprowadza się do tego, że ludzie upatrują go w przeszłości lub w przyszłości. Tymczasem szczęśliwi ludzie to Ci, którzy potrafią odnaleźć szczęście w teraźniejszości.

Twój czarny koń

Jakiś czas temu odwiedziłem Zjednoczone Emiraty Arabskie – kraj, który jest nieco młodszy ode mnie ; – ) Powstał w 1971 roku. Bogactwem tego kraju jest ropa naftowa. Najciekawsza jest jednak wizja rozwoju Emiratów. Mianowicie, wszystkie działania podejmowane w tym kraju realizowane są tak, jakby ropy wkrótce miało nie być! Gdy się nad tym głębiej zastanowić, znalezienie alternatywy dla ropy jest jedynie kwestią czasu. Dlaczego więc trwać w przekonaniu, że moment ten ma nie nadejść?

Częstym błędem popełnianym przez przedsiębiorców jest postawienie na najmocniejszy produkt, najmocniejszą usługę czy też pracownika. To, co dzisiaj jest istotne, nie koniecznie musi być istotne jutro. Myślałeś o tym, co się stanie jeśli Twoja konkurencja wyprodukuje jutro to samo, co Ty, ale za 1/10 ceny? Twój czarny koń, jutro może okazać się marną szkapą.

Mniej więcej

Chciejstwo nie jest niczym złym o ile idzie w parze rozsądkiem. Zysk jest często pułapką wkręcającą nas w proces ciągłego powiększania grona klinetów, ciągłego sprzedawania więcej i więcej. Wielu przedsiębiorców w tym i ja, dałem się w ten układ wkręcić. Więcej, więcej, więcej i tak do momentu kiedy czegoś zaczęło mi brakować. Więcej przestało mi przynosić satysfakcję. Więcej zaczęło znaczyć mniej. Zastanawiałem się wówczas, czy w drugą stronę też to działa?

Ograniczyłem liczbę klientów, rezygnując z tych, z którymi współpraca nie wnosiła nic do mojego biznesu. Ograniczyłem liczbę znajomych, z którymi spotkania stały się dla mnie uciążliwym obowiązkiem. Ograniczyłem liczbę spotkań z kontrahentami, którzy jedynie chcieli coś mi sprzedać, nie wnosząc nic do mojego biznesu. Ograniczyłem liczbę pracowników, których nie zwalniałem zawsze szukając jakiejś wymówki, usprawiedliwienia dla siebie, dlaczego tego nie robię. Mógłbym długo wymieniać…

Efekt był dla mnie wręcz szokujący. Mniej przyniosło mi zdecydowanie więcej i to w każdym wymiarze. Pomyśl, co się stanie jeśli wyrzucisz 20% swoich najgorszych kientów? Co się takiego wielkiego stanie jeśli pozbędziesz się 20% twoich najgorszych pracowników. Co się wydarzy, jeśli odmówisz udziału w 20% spotkań, z ludźmi którzy nie wnoszą nic do Twojego biznesu?

Co ma wspólnego zarządzanie z żonglowaniem?

Czytałem gdzieś historię, która mnie bardzo zaciekawiła. Pewien facet opowiadał o tym, jak uczył adeptów sztuki żonglowania piłkami. Wszyscy uczniowie w pierwszej fazie nauki koncentrowali się na jednym – na łapaniu piłek. Tymczasem nie można nauczyć się dobrze żonglować, koncentrując się na łapaniu. Znacznie ważniejsza jest umiejętność rzucania piłek. Podobnie jest z zarządzaniem.

Doskonali zarządzający wiedzą, do kogo rzucić właściwą piłkę. Ci, którzy ciągle motają się w miejscu i wiecznie zbierają piłki z ziemi – koncentrują się na ich łapaniu. Dla nich ważniejsze od działania strategicznego jest działanie reaktywne. Wolą gasić pożary, niż rozpalać ogień. Jeśli nie umiesz dobrze żonglować, nie chcesz się nauczyć, masz jeszcze jedno rozwiązanie – zatrudnij kogoś do tego; kogoś, kto nie tylko to umie, ale i lubi.

Kreatywność, a klęska urodzaju

Jeśli należysz do grona ludzi, którzy mają niesamowitą liczbę nowych pomysłów, nie martw się. Jesteś w gronie wybranych. Nic tak obecnie nie jest w cenie, jak kreatywność i innowacja.

Istotnym problemem ludzi należących do tego grona bywa problem klęski urodzaju. Rozpoczynanie nowych projektów niepołączone z ich kończeniem jest stratą czasu. Co znaczą pomysły, do których nikogo nie zdołałeś przekonać? Kluczem do sukcesu jest działanie. Jeśli nie chcesz by twój dar kreatywności, stał się dla Ciebie powodem klęski pamiętaj o 5 etapach, które musi przejść każdy Twój projekt aby stał się mega hiciorem:

– poszukiwań ( badania potrzeb grupy docelowej),
– deski kreślarskiej,
– wdrożenia,
– informacji zwrotnej,
– powrotu do etapu deski kreślarskiej i udoskonalenia produktu.

Jeśli nie jesteś sam w stanie przeprowadzić swoich pomysłów przez te etapy podziel się swoim pomysłem z innymi.  Pomyśl o budowaniu zespołów, z ludzi których zachwycą Twoje pomysły i którzy będą je w stanie skutecznie realizować. Masz oczywiście jeszcze jedno wyjście, zmarnować swój dar i pozwolić własnym dzieciom stać się ofiarą Twojej klęski urodzaju.