Cena czasu

by Maciej Banach

Zdaniem większości ekonomistów, analityków i publicystów finansowych istnieje powszechne przekonanie, że kryzys mamy już za sobą, że nadchodzi czas ożywienia gospodarczego. Kompletnie nie rozumiem dlaczego forsuje się takowe przekonanie. Czyżby mówienie prawdy było już passe?

Banki centralne kupiły sobie czas za drukowane pieniądze. Nic się w tym (drogim) czasie nie zmieniło. Drukowanie przestaje przynosić jakiekolwiek skutki. Pojawia się inne pytanie. Pytanie znaczenie ważniejsze: kto i w jaki sposób odda te dziesiątki miliardów wydane na zmarnowany czas?

Odpowiedź na to pytanie znajdziesz niebawem m.in. na stacjach paliwowych i w sklepach. To my zapłacimy cenę za ten czas. Zapłacimy ją w cenie drożejących surowców i waluty jaką musimy nabyć aby za te surowce zapłacić. Ceną czasu będzie kryzys. Nie jakiś tam nowy kryzys, lecz ten znajomy – stary. Kryzys o którym mowa od kilku lat, tylko nieco droższy. Droższy o cenę czasu.